We’re all loving Vincent

[polish version below]

A single second of painting animation consists of twelve paintings – that’s the number of movement phases it contains. This, what we’re watching on the screen in the form of an almost two-hour movie, the film team together with an arsenal of painters has been creating for ten years. Tedious work seems to be a good brace for eight years of Van Gogh’s output, of whom only one painting out of eight hundred has been sold during his lifetime.

636105398337205406-1549221672_Loving-Vincent-Film

Most of the already created movies that oscillate around Vincent’s life story and the controversies related to it could be called model biographies. Their action takes place during the painter’s lifetime and unfortunately, practically each of them perpetuates stereotypes. However, the plot of Dorota Kobiela and Hugh Welchman’s movie is based almost entirely on the mystery of his death. This way, the authors seem to make an attempt at portraying him not – as it’s usually done – as an artist, but as a human being.

vincent-1

Dorota Kobiela herself doesn’t conceal that the idea for the movie has been born out of her deep fascination in painter’s biography; of the lecture of his letters, as a matter of fact. Van Gogh’s correspondence is a pillar of her movie, delivering cues but also outlining the emotional states, which are the key to understanding the poetics of his expressive paintings. The main character is the son of a local postman, which convinces him to deliver a lost Vincent’s letter to the addressee. Armand, of whom we don’t know much as he is only a guide in a travel through Van Gogh’s life, wanders around France with a letter in his hand, neglecting his own duties and we, together with him, are following mostly well-known events – we observe Vincent’s stormy friendship with Paul Gaughin, a relationship with his brother Theo and the rest of the family – to finally reach a little town in French province, where Van Gogh mysteriously died. It turns out quickly that’s what we’re having to do with is a pure anticrime story; the questions multiply, the people who saw Vincent during his last days, present contrary versions, and, despite the passage of time, we don’t get any closer to a solution of the mystery.

 

This kind of narration allows stuffing the movie with anecdotes, which form rather a kaleidoscope instead of a cause-and-effect chain. It seems like the film crew is trying to show us as many faces of  Vincent, as possible, to finally capture an impartial image based on all of them. However, the formula totally runs out in three-quarters of the film; the initial tension is replaced by irritation.

Loving-Vincent-2017

The choice of the classic narration is justified by a director in the interview with Filmweb:  she says it corresponds with the visual richness of “Yours, Vincent”. The uncomplicated plot, of which a number of uncertainties are rather a pretext for retrospections of Van Gogh’s life, is supposed to help the spectator focus fully on a formal aspect of the movie.

loving-vincent

And, indeed, a form is a star here. Every cadre makes a separate piece of art, created in accordance with the vibrant style of the painter. Everything spins, blinks and swirls, resulting in a visual vertigo. In between the cadres, there have been implicated many unknown Van Gogh’s paintings. The only objection is brought by retrospectives in a black-and-white aesthetics. which seem a simplification when we look at the amount of work put into the movie – especially that they become key elements of the plot.

 

Kobiela has managed to fulfill her mission. The screening displaces a vision of Van Gogh as an earless madman, in its place putting a melancholic introvert, which doesn’t really know how to deal with the society, as well as his own feelings. “Loving, Vincent” is a film which will be watched mostly because of its visual layer and that’s why the plot’s setbacks will surely be forgiven. Even if the content has been sacrificed for the form, it’s difficult to not undergo the paintings brought to life, especially if their details are explored on a big screen.

tekst w języku polskim:

WSZYSCY KOCHAMY VINCENTA

 

Na jedną sekundę animacji malarskiej przypada dwanaście obrazów – tyle faz ruchu w sobie zawiera. Stworzenie tego, co oglądamy na ekranie w postaci niespełna dwugodzinnego filmu, zajęło zespołowi filmowemu wraz z arsenałem malarzy  aż dziesięć lat. Żmudna praca ekipy wydaje się stanowić godną klamrę dla ośmiu lat twórczości Van Gogha, z którego ponad ośmiuset dzieł, tylko jedno zdołano sprzedać za jego życia.

Loving-Vincent-Movie

Większość powstałych do tej pory filmów, oscylujących wokół historii życia Vincenta i związanych z nim kontrowersji, można by ochrzcić mianem “wzorowych biografii”. Ich akcja rozgrywa się jeszcze za życia malarza, i, niestety, niemal każdy z nich utrwala stereotypy. Fabuła filmu Doroty Kobieli i Hugh Welchmana opiera się natomiast w całości na zagadce jego śmierci. W ten sposób twórcy wydają się podejmować próbę sportretowania Vincenta jako człowieka, a nie, jak to ma się w zwyczaju, jako artysty.

 

Sama Dorota Kobiela nie ukrywa, że pomysł na film zrodził się z jej głębokiej fascynacji biografią malarza, a właściwie z lektury jego listów. Korespondencja Van Gogha stanowi filar filmu, dostarczając kolejnych wskazówek, ale też zarysowując emocjonalne stany, kluczowe dla zrozumienia poetyki jego ekspresyjnych obrazów. Głównym bohaterem uczyniono syna naczelnika miejscowej poczty, który, za namową ojca, usiłuje dostarczyć zagubiony list Vincenta adresatowi. Armand, o którym niewiele wiemy, bo jest tylko przewodnikiem w odkrywaniu kolejnych kart z życia malarza, błąka się po Francji z listem w dłoni, zaniedbując własne obowiązki, a my wraz z nim podążamy kolejnymi tropami, w większości powszechnie znanymi – przyglądamy się burzliwej przyjaźni Vincenta z Paulem Gaughinem, relacji z bratem Theo, z resztą rodziny – by w końcu dotrzeć do miasteczka na francuskiej prowincji, w której Van Gogh zginął tajemniczą śmiercią. Szybko okazuje się, że mamy do czynienia z antykryminałem; pytania mnożą się, osoby, które miały styczność z Vincentem w ostatnich dniach jego życia, przedstawiają sprzeczne wersje zdarzeń, a mimo upływu czasu, nie zbliżamy się w najmniejszym stopniu do rozwiązania zagadki.

 

Taki sposób opowiadania pozwala film naszpikować anegdotami, które, w miejscu ciągu przyczynowo-skutkowego, formują raczej kalejdoskop. Wydaje się, że twórcy chcą pokazać nam jak najwięcej oblicz Vincenta, by w końcu wyłonił się z nich obiektywny obraz, którego dotychczas nikomu nie udało się uchwycić, albo wręcz go splamiono. Jednak formuła gdzieś w okolicach trzech czwartych filmu zupełnie się wyczerpuje; początkowe napięcie zastępuje irytacja.

 

Reżyserka w wywiadzie dla Filmwebu argumentuje wybór klasycznej narracji korespondencją z wizualnym bogactwem “Twojego Vincenta”. Nieskomplikowana fabuła, której szereg niewiadomych stanowi raczej pretekst do retrospekcji z życia Van Gogha, ma pomóc widzowi skupić się w pełni na aspekcie formalnym filmu.

I w istocie, forma jest tu gwiazdą. Każdy kadr stanowi osobne dzieło sztuki, stworzone w zgodzie z rozedrganym stylem malarza. Wszystko się kręci, mruga i wiruje, wywołując wizualny zawrót głowy. Pomiędzy kadry wpleciono wiele mało znanych obrazów Van Gogha, co stanowi nie lada gratkę dla bardziej wtajemniczonych w jego twórczość widzów. Jedyny zarzut wzbudzają retrospektywy w czarno- białej, odstającej od reszty estetyce, które wydają się zbytnim uproszczeniem przy nakładzie pracy włożonym w film, szczególnie, że stanowią kluczowe elementy fabuły.

giphy.gif

Kobieli udało się spełnić wyznaczoną sobie misję. Seans wypiera z głowy wizję Van Gogha – bezuchego szaleńca, a w jej miejsce wkłada malarza melancholijnego, introwertyka, który nie bardzo wie, jak radzić sobie z otoczeniem i własnymi emocjami. “Twój Vincent” jest filmem, po który widzowie sięgną przede wszystkim z uwagi na warstwę wizualną i, z tego względu, zapewne wybaczą mu fabularne potknięcia. Nawet, jeśli dla formy poświęcono treść, trudno nie ulec urokowi ożywionych obrazów, szczególnie, jeśli eksploruje się ich detale na wielkim ekranie.

 

 

Advertisements

BARCELONA – THE ART OF CINEMA

 

37-guido-augusts-affiche-de-la-chinoise-de-jean-luc-godard-1967

WHERE: Barcelona, Caixa Forum

WHEN: until 27th of March 2017

ENTRY: 4 euros, includes the other exhibitions of Caixa

 

Arte y cine. 120 años de intercambios ( Art an cinema. 120 years of exchanges), the exposition organised by La Caixa in collaboration with Cinémathèque française takes us for a journey through the history of cinema seen through the lens of art. With sections divided by decades, the exhibition presents a detailed analisys on how art has influenced the cinematography and how cinema has became an art by itself. Since the very first attempts to portrait the essence of movement with photography and brothers´Lumiere works till the modern recordings of water paintings, we receive the full view on the history of dialogue in between filmmakers and artists.

un_chien_andalou2

As I´ve been recently interested in various approaches to the theme of dream, what especially drew my attention was the whole section dedicated for it  including the dream sequence directed by Dali for Hitchcock´s 1945 Spellbound and oneiric Bunuel´s visions. Fans of Nouvelle Vague and vintage posters shouldn´t be dissapointed as well.

TIP: Descriptions only in Spanish. My level is absolutely low, though I still recommend the visit as the fragments of movies and paintings tell their own story anyway.